niedziela, 6 września 2015

Prolog

Szedł ciemnym korytarzem. Jego kroki odbijały się echem od betonowej podłogi. Po chwili doszedł do końca, stając przed drewnianymi drzwiami. Nie zawahał się. Zapukał i nie czekając na odpowiedź wszedł do środka. Pokój rozświetlała mała lampka, postawiona na biurku. Postać siedząca za meblem, podniosła wzrok na gościa.
- Znowu ty, Sejiurou?
Przybysz uśmiechnął się lekko, słysząc jej ton głosu.
- Mi też niezwykle miło cię widzieć, Riko.
- Czego chcesz? - Zapytała szybko, patrząc na niego znudzonym wzrokiem.
Akashi znów się uśmiechnął.
- Przecież wiesz.
Dziewczyna westchnęła głośno. Ten psychol strasznie ją irytował.
- Wszystko mam pod kontrolą. Jutro będą na miejscu. - Powiedziała.
- Ależ przecież tego nie podważam. Chciałem tylko upewnić się czy ze wszystkim sobie poradziłaś.
Patrzył na nią z góry, tymi okropnymi gałami z przerażającym uśmieszkiem na ustach i czerwonymi nożyczkami w prawej dłoni. Mimowolnie nieprzyjemny dreszcz przebiegł po jej plecach.
- Możesz sprawdzić. Ja jestem pewna, że wszystko pójdzie zgodnie z planem.
- Mam nadzieję. Wiesz jak zależy mi na tym, prawda?
W pokoju nastała nieco krępująca cisza. Nagle trenerka Seirin wybuchła opętańczym śmiechem. Nikłe światło wydobywające się z lampki idealnie oświetlało jej twarz. Do dopełniania klimatu brakowało tylko burzy.
- Yy.. Riko? Dobrze się czujesz? - Zapytał czerwonowłosy patrząc na dziewczynę dziwnym wzrokiem.
- Oczywiście.. wspólniku.
Jeszcze raz spojrzał na nią. Na jej twarzy błakął się uśmiech mordercy. Niestety wszystko zniszczyły trzy małe spineczki, którymi podpięła krótkie włosy. Tym razem to on westchnął, ukrywając twarz w dłoniach.
***********
- Ej, Tygrysku, wstawaj.
Przeciągnął się i powoli otworzył oczy, lecz natychmiast je zamknął. Nie, to nie może być prawda. To napewno sen!
- Tygrysie, już czas.
Tym razem był pewny, że dobrze usłyszał. Ona tu była. Tylko dlaczego ?!
- A-alex? - Zapytał z rezygnacją w głosie.
- Oh, Tygrysie, oczywiście, że to ja ! Miło mi, że się tak cieszysz.
Chłopak wiedział, że prędzej czy później będzie musiał to zrobić. Raz się żyje. Otworzył oczy.
Przed nim oczywiście stała Alex w swoich pięknych, rozczochranych włoskach, zajebistych okularkach, za małych majteczkach i.. bez stanika.
- Mówiłem ci żebyś się ubierała chociaż wtedy gdy jesteś w moim mieszkaniu! - Krzyknął.
- Tak się odwdzięczasz swojej trenerce?!
- Byłej trenerce. Byłej.
- Oh, co za różnica!
Kagami ukrył twarz w dłoniach.
- Zasadnicza. A po za tym dlaczego to mnie zawsze nachodzisz, a nie Himuro?
- Szczerze?
Czerwonowłosy skinął głową.
- Nie wiem gdzie mieszka.
**********
- Aomine-kun ! Aomine- kun !
- Mamo, jeszcze chwila..
- Dai-chan ! To ja ! Momoi-san! 
- Satsu ?! A co ty tu robisz ?!
- Budzę cię gamoniu! Za godzinę masz samolot.
- CO ?!
- To. Ubieraj się szybko, a ja w tym czasie ugotuję ci śniadanko! 
- Wiesz, jakoś nie jestem głodny..
**********
Kise Ryota całkowicie nagi, włączył piosenkę "i'm sexy nad i know it" po czym wlazł pod prysznic. Uwielbiał myć się i jednocześnie tańczyć. Kręcił więc swoim zadem wcierając przy okazji w siebie żel pod prysznic, i podśpiewując sobie pod nosem tekst piosenki. Nagle muzyka ucichła, a drzwi do kabiny otworzyły się z rozmachem. Ryota wrzasnął jak gwałcona zakonnica i zasłonił rękoma krocze. Przed prysznicem stał Kasamatsu.
- Zbieraj się, niedorozwoju, niedługo stąd odlatujesz. Lecisz na wakacje.
- S-Senpai.. - Pisnął Kise. - J-j-ja m-muszę..
Kasamatsu bez słowa odwrócił się i wyszedł rzucając wcześniej różowe bokserki na głowę blondyna. W drzwiach zatrzymał się i dodał :
- Masz 5 minut. Czekam w salonie.
**********
Himuro z trudem pchnął drzwi do pokoju przyjaciela. Całe pomieszczenie było zawalone najróżniejszymi opakowaniami po słodyczach.
- Atsushi? 
Brak odpowiedzi. Pieprzyk wziął się więc przeszukanie całego pokoju. Fioletowego potwora jednak nigdzie nie było. Zrozpaczony chłopak usiadł na łóżku. Nagle usłyszał cichy szloch.
Wytężył słuch. Płacz dobiegał z szafy.
Podszedł do niej i z rozmachem odsunął drzwi. Natychmiast tego pożałował. Masa papierków zleciała na niego powodując zderzenie jego dupy z podłogą. Kiedy już wygrzebał się z pod tej kupy śmieci, spojrzał w głąb szafy. Na jej dnie leżało ogromne pudło, a z niego.. wystawał zwinięty w kłębek Murasakibara. W jego zazwyczaj znudzonych oczach lśniły łzy.
- Atsushi.. co się stało ? - Zapytał grzywek. -  Ktoś zrobił ci krzywdę ?
Olbrzym kiwnął wielką głową. 
- Wiesz kto to był? 
Fioletowy przytaknął.
- Kto ?
- Ch-chy-chyba..
- No kto ?!
- Chy-yba.. j-jaa..
- Ale jak to ty ?!
- B-bo.. dzisiaj rano byłem gło-głodny i.. i p-przysz-szedlem-m.. p-po c-ccukierki d-do tego p-ppudła.. ale pu-udlo było puste-ee.. - Tym razem Murasakibara rozpłakał się na dobre, wywołując drgania podłoża.
- Spokojnie. Nie płacz.
- A-a kupisz m-mi cu-ukierka..?
- Tak. A teraz wyłaź z tej szafy.
- D-dobrze-e..
Gdy tylko fioletowy potwór wygramolił swoje tłuste cielsko z pudła, szafa nie wytrzymała ciężaru. Spadła na ziemię ciągnąc za sobą Atsushiego, który dogniótł biednego pieprzyka do ziemi.
- Muro-chin? G-gdzie jesteś ?
**********
- Takao ? Mógłbyś mi wreszcie zdjąć tą głupią opaskę z oczu ?
- Przecież i tak niczego nie widzisz bez okularów, Shin-chan ! - Zachichotał czarnowłosy. 
-Oh zamknij się już, cwelu. Gdzie jesteśmy ? - Zapytał Marchewka.
- Na lotnisku.
- Nie rób sobie ze mnie żartów i oddaj moje okulary. - Powiedział Midorima zdejmując z oczu opaskę.
- Ale, Shin-chan, ja nie żartuję ! A okularów nie dostaniesz dopóki nie będziesz bezpiecznie siedział w swoim przedziale. - Kazunari złapał przyjaciela za łokieć i stanowczym ruchem pociągnął w stronę niedługo odlatującego samolotu. 
- T-takao! Puść mnie w tej chwili! Zaraz wezwę ochronę! 
- A wzywaj sobie kogo chcesz.. - mruknął chłopak wpychając zielonowłosego do jakiegoś przedziału. - Okularki kładę ci tu. Aha, no racja, przecież ty nic nie widzisz! Nie ważne. Miłych wakacji, kochani! 
I zatrzasnął drzwi.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz