czwartek, 17 września 2015

1. Niespodziewane wakacje

- Miłych wakacji, kochani!- Usłyszał Zielony.
Ale zaraz.. kochani?! Czyli, ze nie był tu sam ?!
- Yy.. przepraszam, czy ktoś z państwa mógłby mi podać okulary? Nic bez nich nie widzę. - Powiedział niepewnie Midorima. Siedział na klęczkach na podłodze totalnie nic nie widząc. Wiedział, że wygląda jak idiota.
- M-Midoromacci?
Znał ten głos. Nawet bardzo dobrze. To był..
- Kise ?! O Boże, jak to dobrze, że tu jestes. Podaj mi proszę, okulary. - Po raz pierwszy poczuł ulgę i radość widząc (a raczej słysząc) modela.
-Problem w tym, że ja.. mam związane ręce i opaskę na uoczach..
No gorzej być już chyba nie mogło.
- Poczekaj spróbuję cię wymacać- Mruknął Marchewa machając rękoma wokół siebie.
- Ale, Midorimacchi! Nie czas teraz chyba na takie rzeczy..
Dopiero teraz zielony skapnął sie, jak to zabrzmiało.
- Kise zboczeńcu, chodziło mi o to, że spróbuję cię znaleźć i zdejmę ci opaskę a wtedy ty podasz mi okulary!
- A moje ręce ? Zapomniałeś o moich rączkach! - Krzyknął z oburzeniem blondyn.
- Chyba Aomine miał rację mówiąc mi, że powinno cię zamknąć w przedszkolu dla zdemoralizowanych dzieci..
-Co? Nie słyszałem, mógłbyś powtórzyć?
- Mówiłem, żebyś spróbował może jakoś pomachać nogami. Łatwiej będzie nam się wyczuć.. - Niestety Midorima nie zdążył dokonczyc, ponieważ dostał przysłowiowym "butem w mordę " na skutek czego odleciał na drugi koniec pomieszczenia.
- Oo! Chyba coś wyczułem! - Krzyknął rozentuzjazmowany Ryota.
- To moja głowa, idioto. - Warknął Zielonek rozmasowując sobie nos.
- No to chyba dobrze, prawda ? Znalazłem cię ! Znalazłem Midorimacchiego!
- Zamknij się, Kise. Ludzie chcą spać ! - Usłyszeli nagle dość niski, znudzony głos.
- Och, och, Aominecchi! Aominecchi! To ty, prawda ?!
- Przymknij tą swoją śliczną buźkę, pedale, bo ci ją zaraz trochę obije!
- Aominecchi! Jesteś nie miły! - Gdyby model miał rozwiązane ręce z pewnością skrzyżowałby je na piersi, a tak zostało mu tylko nadąć policzki.
- Aomine, czy jesteś związany ? - Zapytał Midorima ocierając strużkę krwi z nosa.
- No chyba cię pojebało! Nie jestem taką ciotą jak Kise.
- Czy mógłbyś w takim razie podać mi moje okulary?
- Nie ma sprawy tylko, że.. Kise właśnie na nich usiadł.
- CO ?! KISE WSTAWAJ SZYBKO!!
Ryouta podniósł się natychmiast z miejsca strącając na ziemię przy okazji swoim odstającym dupskiem okulary Midorimy. Po chwili stanął prosto na nich. W kabinie dał się słyszeć odgłos tłuczonego szkła. Daiki wstał, podniósł z ziemi resztki "oczu"  Marchewy i wrócił na miejsce, nie omieszkając się popchnąć wcześniej modela gdzieś na ścianę.
- Masz. - Murzyn brutalnie wcisnąć okulary na nos Zielonego. Chłopak powoli otworzył oczy. Jedno szkło było pęknięte na pół, a drugiego.. nie było. No cóż, zdarza się. Pewnie utknęło gdzieś w dupie blondyna.
- Kise .. nie skomentuję tego.
Ryouta głośno przełknął ślinę.
- M-Midorimacchi.. ale .. rozwiążesz mnie, prawda.. ?
Zanim Shintarou zdążył otworzyć swoją marchewkową buźkę, odezwał się Aomine.
- Opaskę można ci zdjąć , ale jakaś kara musi być. Będziesz miał związane łapki.
Nieźle się bawił, murzyn jeden.
- Ale.. Aominecchi..
- Jeszcze jedno słowo, a przysięgam , że zerżnę cię jak świnie!
Groźba skutecznie uciszyła Kise, który pisnął cicho i skulił się pod ścianą.
- Proponuję, abyśmy poszli do reszty pasażerów i zapytali dokąd lecimy. - Mruknął Midorima przerywając krepującą ciszę.
-Dobry pomysł. Rusz dupę, cwelu - Daiki  gwałtownym ruchem postawił Kise na ziemi, zrywając mu jednocześnie opaskę z oczu.
**********
- Co jest, kurwa .. - Mruknął Kagami zasłaniając ręką oślepiające go, białe światło. Jedyne co pamiętał to Alex i mała strzykawka wbijająca mu się w ramię. Usiadł i rozejrzał się po pomieszczeniu. Prawie wszystko było białe, oprócz nieba za oknem i dwóch ogromnych, błękitnych oczu tuż przed nim. Zaraz, zaraz .. Nie. Wróć. Jakich znowu oczu ?! Przecież tu nikogo..
- Witaj Kagami-kun. 
Czerwony wrzasnął i automatycznie odskoczył do tyłu, waląc mocno głową w półkę na walizki.
- Kuroko ?! Co ty tu robisz ?!
- Siedzę Kagami-kun. - Odrzekł niebieskowłosy, popijając waniliowego shake'a.
- Nie denerwuj mnie, kurduplu. - Warknął Taiga rozmasowując guza na głowie. Nagle poczuł burczenie w brzuchu. - Jestem głodny. Wiesz może czy jest tutaj jakiś barek, albo coś ?
- Nie wiem, Kagami-kun, ale możemy to sprawdzić.
**********
Muro-chin go oszukał. Mieli iść do najnowszej cukierni w mieście, a tymczasem znalazł się w samolocie, który w żadnym stopniu nie przypominał kawiarni. Już on się z nim policzy. Niech tylko go spotka. Fioletowy z nerwów zaczął gryźć oparcie pobliskiego fotela, gdy nagle do jego ogromnych nozdrzy dotarł zapach czekolady. Pchnięty nadzieją wstał i zaczął podążać w kierunku, który wskazywał mu jego nos. Po niedługiej chwili znalazł wózek z jedzeniem. Od razu zabrał z niego pierwszą lepszą paczkę chrupek i wsypał ją sobie do buzi. Mlasnął kilka razy, lecz po chwili z jego żołądka znów wydobyło się wielkie burczenie. No cóż, przynajmniej wiemy już, dlaczego w Japonii jest tyle trzęsień ziemi. Odpakował kolejne 5 paczek i pozbył się ich w ten sam sposób. Następnie sięgnął po batony. Nie krępując się zupełnie chwycił wszystkie naraz i pochłonął w całości , nie zwracając uwagi na to, że połknął również niektóre papierki. Zjadłwszy już wszystko co jadalne na wózku, stwierdził, że chce mu się pić. Nie bawiąc się w nalewanie, chwycił oba termosy, jeden z gorącą czekoladą, a drugi z herbatą, po czym wlał je sobie do ust. Naraz. Całe. Ja na miejscu jego rodziny bałabym się wchodzić po nim do toalety. Nagle usłyszał jakieś stłumione krzyki. Odwrócił się w ich stronę , a po chwili zobaczył 2 wchodzących do przedziału ludzi.
- A-Aomiecchi! To boli, puść mnie !! Co powie mój menadżer, jak zobaczy mnie w takie stanie ?!
Znał tylko jedną osobę, która dodawała do nazwisk tą końcówkę. I nie sądził, żeby się pomylił. 
- Kise-chin ? Mine-chin ? A co wy tu robicie ? - Zapytał niezbyt inteligentnie, wlepiając swoje małe gały w dwójkę kolegów z gimnazjum.
- Moglibyśmy zapytać ciebie o to samo, Murasakibara. - W tej chwili do przedziału wszedł zielony glon, poprawiając swoje okulary.
- Witaj Mido-chin. 
Marchewa odpowiedział mu skinieniem głowy.
- Aomine-kun, dlaczego maltretujesz Kise-kuna? - Odezwał się nagle miękki, aksamitny głos tuż obok nich.
Wszyscy wrzasnęli, a model wskoczył na ręce Daikiemu, chociaż nie wiem jak to zrobił będąc związanym.
- Kuroko ! Od kiedy tu byłeś ?! - Pierwszy odezwał się Midorima.
- Już od kilku minut. Nie chciałem jednak przeszkadzać wam w rozmowie.
Byli członkowie Teikou dokładniej przyjrzeli się niewidzialnemu. Był jakby słodszy i .. mniejszy?!
- Hej Tetsu. Miło cię widzieć. - Mruknął dotychczas nie odzywajacy się Aomine. - A gdzie ten twój nieodłączny idiota, Bakagami? 
- Stęskniłeś się Ahomine ? A tak w ogóle to siema wszystkim. - Powiedział Taiga wchodząc do pomieszczenia. Chyba znalazł jedzenie, bo był w znacznie lepszym humorze. - Przed chwilą zwiedziłem cały samolot. I nie zgadniecie co ..
- Rozdają tu darmowe pornole ?!
- Znalazłeś przepis na idealnie gładkie policzki ?!
- SŁODYCZE ?!
- Szczęśliwe przedmioty na miesiąc ?!
- Yy.. Nie. Po prostu jesteśmy całkowicie sami w tym samolocie. Nie ma tu zupełnie nikogo. - Wyjaśnił Czerwony drapiąc się z tyłu głowy.
- Mylisz się, Kagami- kun. Przecież musi być tu jakiś pilot, prawda ? - Bardziej stwierdził niż zapytał Tetsuya. - Chodźmy do niego. Być może w ogóle nie wie, że leci bez pasażerów.
Cała grupa jednomyślnie poparła chłopaka, po czym wyruszyli na poszukiwania. Po niecałych 10 minutach stali przed drzwiami pokoju pilota, nie wiedząc co dalej.
- No Tetsu, ty pierwszy wchodzisz. -Powiedział Aomine nadal niosąc na rękach Kise. 
- Nie sądzę, by był to dobry pomysł. Pilot może go nie zauważyć i zacząć uważać, że ma omamy wzrokowe.
- Mido-chin .. W takim razie co zamierasz zrobić .. ?
To postęp. Murasakibara zapytał pierwszy raz o coś, co nie jest związane ze słodyczami.
- Może wejdziemy wszyscy naraz ? - Zaproponował Taiga.
- Popieram Kagamicchiego.
Glon zastanowił się przez chwilę.
- Tak, to dobry pomysł. A więc, trzy.. dwa.. jeden..
Razem pchnęli drzwi, nawet nie myśląc o pukaniu. W pomieszczeniu było dość ciemno, lecz wyraźnie widzieli odwróconą tyłem do nich postać. Błysnęły czerwone nożyczki, a "pilot" powoli odwrócił się do nich przodem. Delikatne światło padło idealnie na przerażający uśmieszek Akashiego.
- Witajcie, przyjaciele.
==========
No i jest 1 rozdział. 2 spróbuję dodać przed 1. października. Miała być komedia, a wyszło gówno -.- xd Jeśli nie chcecie, nie musicie komentować, ja i tak widzę ile osób wchodzi i to mi wystarcza 💕


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz