niedziela, 20 września 2015

Jednopartówka - ,,Niespodziewana niespodzianka" (MidoTaka)

Od czasu do czasu, na bloga oprócz rozdziałów, będę dodawała jakiegoś one-shota. Na początek będzie MidoTaka (MidorimaxTakao). Oczywiście cały blog jest o tematyce yaoi, dlatego osoby, które nie tolerują związków homoseksualnych, proszę o jak najszybsze opuszczenie tej stronki. Zapraszam do czytania :3
**********
Nareszcie nadszedł ten dzień. Urodziny Shin-chana. Już od roku mieszkaliśmy ze sobą. Tak, ten zielony glon był moim chłopakiem. Spojrzałem na miejsce obok. Shin-chana nie było. Pewnie poszedł już do pracy. Ostatnio coraz mniej czasu ze sobą spędzaliśmy. Chciałem to jakoś naprawić, dlatego zdecydowałem, że urządzę mojemu ukochanemu imprezę urodzinową. Podniosłem mój zacny tyłek z łóżka, i po upewnieniu się, że Shin-chana napewno nie ma w domu, rozpocząłem przygotowania do imprezy. Oczywiście zacząłem od zaproszenia gości. Chwyciłem telefon i wybrałem pierwszy numer na jaki trafiłem. Szczęśliwym wybrańcem okazał się być Kise Ryouta.
- Halo ? - Odezwał się niepewny głos w słuchawce.
- Cześć Kise, to ja, Takao. 
- Takaocchi! Słyszałem, że jesteście razem z Midorimacchim, czy to prawda? Jeśli tak, to zapytaj go proszę, dlaczego nie odpisuje na moje wiadomości! A jeśli nie, to też zapytaj! A tak w ogóle to jak to się stało, ze jesteście razem? A jeśli nie jesteście to dlaczego nie? A wasz pierwszy raz? A czy..
- Kise ! - Wrzasnąłem do słuchawki, starając się być poważnym, lecz tak naprawdę ledwo co powstrzymywałem chichot.
- Przepraszam, Takaocchi. Czasem tak mam, że jak zacznę gadać to nie mogę skończyć. - Mruknął ze skruchą. Byłem prawie pewien, że właśnie podkula nogi pod brodę i spuszcza głowę w dół. - A tak w ogóle to po co dzwonisz ?
- Chciałem zapytać, czy macie może dziś z Daikim wolny wieczór? Robię imprezę urodzinową dla Shin-chana i pomyślałem, że nie może was zabraknąć! - Podlizałem się, czekając na to, co powie Kise, który był święcie przekonany, że mówię prawdę.
- Och, Takaocchi! To takie miłeeeee! Oczywiście, że przyjdziemy prawda, Aominecchi? 
- Na mnie nie licz. - Usłyszałem stłumiony głos prawdopodobnie należący do Daikiego. 
- Ale Aominecchi! Dlaczego nie ?
- Będzie dobre porno w telewizji.
Gdy to usłyszałem, w mojej głowie narodził się zalążek pewnego iście diabelskiego planu. W końcu potrzebowaliśmy z Shin-chanem czegoś nowego, czyż nie ?
- Yy.. Kise ? Mógłbyś dać mi na chwilę Aomine do telefonu?
- Jasne, ze tak, ale nie łudź się, Takaocchi. On i tak się nie zgodzi.
"Jeszcze zobaczymy" pomyślałem. Po chwili usłyszałem niski, znudzony głos.
-Czego chcesz, Takao?
-Gwarantuję ci, że na imprezie będzie więcej cycków, niż ile kiedykolwiek widziałeś.
Oczy Daikiego momentalnie się rozszerzyły.
- Dużych?
- Same F.
Murzynek zachłysnął się z wrażenia.
- A.. A jeśli mnie okłamujesz..?
- To zamkniesz się w mojej sypialni i będziesz oglądać tyle porno ile tylko będziesz chciał.
- N-naprawdę ..?
- Obiecuję. Przyjdziecie?
- Dobrze. Będziemy przed 20.
Aomine rozłączył się. Znów na ślepo wybrałem numer.
- Słucham? - Odezwał się nagle cichy głos w słuchawce.
Pisnąłem. Kuroko potrafił wystraszyć nawet przed telefon.
- Siemasz, Kuroko! - Rozbawieniem próbowałem ukryć to, ze prawie spierdziałem się ze strachu.
- Witaj Takao-san. Czy coś się stało?
- Chciałem zaprosić ciebie i Kagamiego, na imprezę dziś wieczorem. Shin-chan ma urodziny i stwierdziłem, że zrobię mu niespodziankę.
- Dziękujemy za zaproszenie, Takao-san. Będziemy po 19, żeby pomóc ci w dekoracjach. Tylko, jest jeden problem. - Niebieski zaczął mówić jeszcze ciszej, dlatego musiałem wytężyć mój słuch, aby w ogóle go usłyszeć. - Wczoraj wieczorem troszeczkę przesadziłem i Kagami-kun nie może siadać. Postarałbyś się o jakiś wyjątkowo miękki fotel dla niego?
No teraz to mnie zatkało. Kagami był na dole ?! Dobrowolnie na pewno nie został by Uke.. W tamtym momencie zacząłem trochę bać się tego niewidzialnego gościa.
- Spróbuję coś znaleźć. To do zobaczenia!
Rozłączyłem się i tym razem już wiedziałem do kogo zadzwonić. W końcu coś do jedzenia musiało być, prawda? Wyszukałem w pamięci telefonu numer Murasakibary i kliknąłem zieloną słuchawkę.
- Taka-chin?
Standardowe przywitanie Atsushiego.
- Cześć wielkoludzie! Słyszałem, że otworzyłeś cukiernie?
**********
Poszedłem do pracy w dość złym humorze. Długo czekałem na dzisiejszy dzień. W końcu były to moje urodziny i jednocześnie 1 rocznica naszego związku z Takao. Miałem nadzieję, że przygotuje dla mnie jakąś niespodziankę, a tymczasem kiedy się obudziłem, on spał sobie smacznie, i to jeszcze odwrócony do mnie tyłem. Może zapomniał? W każdym bądź razie ja mu o tym nie przypomnę. Od rana denerwowałem się na pielęgniarki o byle co. W pewnym momencie nawet zdarzyło mi się krzyknąć na jakiegoś pacjenta. Nie wiedziałem co się dzieję. Zachowanie Takao odebrałem jako wiadomość, że już mu się znudziłem. Zamknąłem gabinet, po czym udałem się do wyjścia z przychodni. Nawet nie zauważyłem kiedy znalazłem się przed drzwiami mieszkania. Otworzyłem drzwi i wszedłem do środka. Widok jaki zastałem w środku sprawił, że musiałem złapać się ściany, żeby nie upaść. 
- C-CO TO MA BYĆ, DO CHOLERY.. ?!
To co tam się działo to była jakaś istna masakra. Ja siedzę całe dnie w pracy, zarabiam pieniądze na nasze utrzymanie, a on co? Urządza sobie jakieś imprezy od moją nieobecność?! Zaraz, to nawet nie była impreza. Moje mieszkanie zamieniło się w jakąś agencję towarzyską! Na stołach (które nie wiem skąd tam się wziely) tańczyły bardzo skromno ubrane kobiety z biustem około 2 razy większym od mojej głowy. Nie wspominając już o tym, że cały dom zawalony był ludźmi, których w większości nie znałem. Nikt nawet nie zwrócił uwagi, na mój krzyk, który został zagłuszony przez głośną muzykę. Próbowałem odnaleźć wzrokiem jakąś znajomą twarz, ale trudno było cokolwiek zobaczyć przez te mieniące się światła.
- Uważaj Midorima- kun, zaraz nadepniesz Himuro-sana. - Usłyszałem koło siebie dobrze znany mi głos. Odwróciłem się i zobaczyłem Kuroko popijającego waniliowego shake'a. Niebieski spadł mi w tym momencie z nieba.
- Kuroko! Wyjaśnisz mi co tu się do cholery dzieję?!
- Takao-san zorganizował imprezę z okazji twoich urodzin, Midorima-kun. Żeby było nas trochę więcej, powiedział wszystkim, żeby zaprosili kilka swoich zaufanych przyjaciół. Oczywiście przyjaciele zaproszonych też zaprosili swoich przyjaciół i tak dalej. Jednak sprawa wymknęła się z pod kontroli dopiero wtedy, kiedy Aomine- kun widząc te wszystkie dziewczyny upuścił skrzynkę z alkoholem. Wszyscy rzucili się na procenty i impreza rozkręciła się na dobre.
- Gdzie jest Takao? - Zapytałem ostrym głosem.
- Próbuje opanować sytuację przed twoim przyjściem. 
Natychmiast ruszyłem w stronę bawiącego się tłumu, przepychając się niczym te takie statki co lód niszczą na antarktydzie, lodołamacze chyba się nazywają. Szukając go po całym mieszkaniu, serce powoli zaczynało mi mięknąć. Nie zapomniał. Chciał dobrze. Tylko.. te prostytutki tańczące na stołach. Musiałem jak najszybciej to wytłumaczyć. Z każdą chwilą było coraz mniej ludzi czego na początku w ogóle nie zauważyłem. Kiedy wyszedłem z kuchni w salonie był tylko mój chłopak. Muzyka ucichła i zapaliło się normalne światło. Dopiero teraz zauważyłem prawdziwą skalę zniszczeń. Wszędzie walały się butelki po piwie, kawałki jedzenia, nowiutki dywan był cały pocięty, nie wspominając już o kilkunastu ludziach na podłodze uchlanych do nieprzytomności. Wśród nich był Akashi z nożyczkami w ręku. Cóż, przynajmniej sprawa dywanu się rozwiązała. A, i chyba najważniejsze. Telewizora nie było. Dobrze, że chociaż zostawili ten w sypialni. Podszedłem do Takao, nie komentując już leżącego na ziemi stanika. Założyłem ręce na piersi czekając, na wyjaśnienia.
- Shin-chan, ja .. ja nie wiedziałem, że tak wyjdzie. Przepraszam .. ja..
- Nie tłumacz się, głuptasie. To tylko telewizor..
- Dywan..
- Stół..
- Ściany..
- Mój ulubiony kwiatek..
- Mikrowela..
- Nasz nowy laptop..
- I kilka rzeczy..
Czarnowłosy spojrzał mi prosto w oczy. Nie mógłbym się na niego długo gniewać.
- No chodź do mnie, głupku. Nic się nie stalo. - Powiedziałem przytulając go jak małe dziecko.
- Kocham cię Shin-chan.
- Ja ciebie też Takao.
==========
EVERYBODY HAS CUKRZYCA :33 
Tak wiem, dużo cukru, ale nie mogłam się powstrzymać. Następny one-shot, to może będzie AoKise, ale jeszcze nie wiem napewno. Jeśli chcesz, możesz skomentować, ale mi wystarczy to, ze widzę ile osób tu wchodzi ^^

czwartek, 17 września 2015

1. Niespodziewane wakacje

- Miłych wakacji, kochani!- Usłyszał Zielony.
Ale zaraz.. kochani?! Czyli, ze nie był tu sam ?!
- Yy.. przepraszam, czy ktoś z państwa mógłby mi podać okulary? Nic bez nich nie widzę. - Powiedział niepewnie Midorima. Siedział na klęczkach na podłodze totalnie nic nie widząc. Wiedział, że wygląda jak idiota.
- M-Midoromacci?
Znał ten głos. Nawet bardzo dobrze. To był..
- Kise ?! O Boże, jak to dobrze, że tu jestes. Podaj mi proszę, okulary. - Po raz pierwszy poczuł ulgę i radość widząc (a raczej słysząc) modela.
-Problem w tym, że ja.. mam związane ręce i opaskę na uoczach..
No gorzej być już chyba nie mogło.
- Poczekaj spróbuję cię wymacać- Mruknął Marchewa machając rękoma wokół siebie.
- Ale, Midorimacchi! Nie czas teraz chyba na takie rzeczy..
Dopiero teraz zielony skapnął sie, jak to zabrzmiało.
- Kise zboczeńcu, chodziło mi o to, że spróbuję cię znaleźć i zdejmę ci opaskę a wtedy ty podasz mi okulary!
- A moje ręce ? Zapomniałeś o moich rączkach! - Krzyknął z oburzeniem blondyn.
- Chyba Aomine miał rację mówiąc mi, że powinno cię zamknąć w przedszkolu dla zdemoralizowanych dzieci..
-Co? Nie słyszałem, mógłbyś powtórzyć?
- Mówiłem, żebyś spróbował może jakoś pomachać nogami. Łatwiej będzie nam się wyczuć.. - Niestety Midorima nie zdążył dokonczyc, ponieważ dostał przysłowiowym "butem w mordę " na skutek czego odleciał na drugi koniec pomieszczenia.
- Oo! Chyba coś wyczułem! - Krzyknął rozentuzjazmowany Ryota.
- To moja głowa, idioto. - Warknął Zielonek rozmasowując sobie nos.
- No to chyba dobrze, prawda ? Znalazłem cię ! Znalazłem Midorimacchiego!
- Zamknij się, Kise. Ludzie chcą spać ! - Usłyszeli nagle dość niski, znudzony głos.
- Och, och, Aominecchi! Aominecchi! To ty, prawda ?!
- Przymknij tą swoją śliczną buźkę, pedale, bo ci ją zaraz trochę obije!
- Aominecchi! Jesteś nie miły! - Gdyby model miał rozwiązane ręce z pewnością skrzyżowałby je na piersi, a tak zostało mu tylko nadąć policzki.
- Aomine, czy jesteś związany ? - Zapytał Midorima ocierając strużkę krwi z nosa.
- No chyba cię pojebało! Nie jestem taką ciotą jak Kise.
- Czy mógłbyś w takim razie podać mi moje okulary?
- Nie ma sprawy tylko, że.. Kise właśnie na nich usiadł.
- CO ?! KISE WSTAWAJ SZYBKO!!
Ryouta podniósł się natychmiast z miejsca strącając na ziemię przy okazji swoim odstającym dupskiem okulary Midorimy. Po chwili stanął prosto na nich. W kabinie dał się słyszeć odgłos tłuczonego szkła. Daiki wstał, podniósł z ziemi resztki "oczu"  Marchewy i wrócił na miejsce, nie omieszkając się popchnąć wcześniej modela gdzieś na ścianę.
- Masz. - Murzyn brutalnie wcisnąć okulary na nos Zielonego. Chłopak powoli otworzył oczy. Jedno szkło było pęknięte na pół, a drugiego.. nie było. No cóż, zdarza się. Pewnie utknęło gdzieś w dupie blondyna.
- Kise .. nie skomentuję tego.
Ryouta głośno przełknął ślinę.
- M-Midorimacchi.. ale .. rozwiążesz mnie, prawda.. ?
Zanim Shintarou zdążył otworzyć swoją marchewkową buźkę, odezwał się Aomine.
- Opaskę można ci zdjąć , ale jakaś kara musi być. Będziesz miał związane łapki.
Nieźle się bawił, murzyn jeden.
- Ale.. Aominecchi..
- Jeszcze jedno słowo, a przysięgam , że zerżnę cię jak świnie!
Groźba skutecznie uciszyła Kise, który pisnął cicho i skulił się pod ścianą.
- Proponuję, abyśmy poszli do reszty pasażerów i zapytali dokąd lecimy. - Mruknął Midorima przerywając krepującą ciszę.
-Dobry pomysł. Rusz dupę, cwelu - Daiki  gwałtownym ruchem postawił Kise na ziemi, zrywając mu jednocześnie opaskę z oczu.
**********
- Co jest, kurwa .. - Mruknął Kagami zasłaniając ręką oślepiające go, białe światło. Jedyne co pamiętał to Alex i mała strzykawka wbijająca mu się w ramię. Usiadł i rozejrzał się po pomieszczeniu. Prawie wszystko było białe, oprócz nieba za oknem i dwóch ogromnych, błękitnych oczu tuż przed nim. Zaraz, zaraz .. Nie. Wróć. Jakich znowu oczu ?! Przecież tu nikogo..
- Witaj Kagami-kun. 
Czerwony wrzasnął i automatycznie odskoczył do tyłu, waląc mocno głową w półkę na walizki.
- Kuroko ?! Co ty tu robisz ?!
- Siedzę Kagami-kun. - Odrzekł niebieskowłosy, popijając waniliowego shake'a.
- Nie denerwuj mnie, kurduplu. - Warknął Taiga rozmasowując guza na głowie. Nagle poczuł burczenie w brzuchu. - Jestem głodny. Wiesz może czy jest tutaj jakiś barek, albo coś ?
- Nie wiem, Kagami-kun, ale możemy to sprawdzić.
**********
Muro-chin go oszukał. Mieli iść do najnowszej cukierni w mieście, a tymczasem znalazł się w samolocie, który w żadnym stopniu nie przypominał kawiarni. Już on się z nim policzy. Niech tylko go spotka. Fioletowy z nerwów zaczął gryźć oparcie pobliskiego fotela, gdy nagle do jego ogromnych nozdrzy dotarł zapach czekolady. Pchnięty nadzieją wstał i zaczął podążać w kierunku, który wskazywał mu jego nos. Po niedługiej chwili znalazł wózek z jedzeniem. Od razu zabrał z niego pierwszą lepszą paczkę chrupek i wsypał ją sobie do buzi. Mlasnął kilka razy, lecz po chwili z jego żołądka znów wydobyło się wielkie burczenie. No cóż, przynajmniej wiemy już, dlaczego w Japonii jest tyle trzęsień ziemi. Odpakował kolejne 5 paczek i pozbył się ich w ten sam sposób. Następnie sięgnął po batony. Nie krępując się zupełnie chwycił wszystkie naraz i pochłonął w całości , nie zwracając uwagi na to, że połknął również niektóre papierki. Zjadłwszy już wszystko co jadalne na wózku, stwierdził, że chce mu się pić. Nie bawiąc się w nalewanie, chwycił oba termosy, jeden z gorącą czekoladą, a drugi z herbatą, po czym wlał je sobie do ust. Naraz. Całe. Ja na miejscu jego rodziny bałabym się wchodzić po nim do toalety. Nagle usłyszał jakieś stłumione krzyki. Odwrócił się w ich stronę , a po chwili zobaczył 2 wchodzących do przedziału ludzi.
- A-Aomiecchi! To boli, puść mnie !! Co powie mój menadżer, jak zobaczy mnie w takie stanie ?!
Znał tylko jedną osobę, która dodawała do nazwisk tą końcówkę. I nie sądził, żeby się pomylił. 
- Kise-chin ? Mine-chin ? A co wy tu robicie ? - Zapytał niezbyt inteligentnie, wlepiając swoje małe gały w dwójkę kolegów z gimnazjum.
- Moglibyśmy zapytać ciebie o to samo, Murasakibara. - W tej chwili do przedziału wszedł zielony glon, poprawiając swoje okulary.
- Witaj Mido-chin. 
Marchewa odpowiedział mu skinieniem głowy.
- Aomine-kun, dlaczego maltretujesz Kise-kuna? - Odezwał się nagle miękki, aksamitny głos tuż obok nich.
Wszyscy wrzasnęli, a model wskoczył na ręce Daikiemu, chociaż nie wiem jak to zrobił będąc związanym.
- Kuroko ! Od kiedy tu byłeś ?! - Pierwszy odezwał się Midorima.
- Już od kilku minut. Nie chciałem jednak przeszkadzać wam w rozmowie.
Byli członkowie Teikou dokładniej przyjrzeli się niewidzialnemu. Był jakby słodszy i .. mniejszy?!
- Hej Tetsu. Miło cię widzieć. - Mruknął dotychczas nie odzywajacy się Aomine. - A gdzie ten twój nieodłączny idiota, Bakagami? 
- Stęskniłeś się Ahomine ? A tak w ogóle to siema wszystkim. - Powiedział Taiga wchodząc do pomieszczenia. Chyba znalazł jedzenie, bo był w znacznie lepszym humorze. - Przed chwilą zwiedziłem cały samolot. I nie zgadniecie co ..
- Rozdają tu darmowe pornole ?!
- Znalazłeś przepis na idealnie gładkie policzki ?!
- SŁODYCZE ?!
- Szczęśliwe przedmioty na miesiąc ?!
- Yy.. Nie. Po prostu jesteśmy całkowicie sami w tym samolocie. Nie ma tu zupełnie nikogo. - Wyjaśnił Czerwony drapiąc się z tyłu głowy.
- Mylisz się, Kagami- kun. Przecież musi być tu jakiś pilot, prawda ? - Bardziej stwierdził niż zapytał Tetsuya. - Chodźmy do niego. Być może w ogóle nie wie, że leci bez pasażerów.
Cała grupa jednomyślnie poparła chłopaka, po czym wyruszyli na poszukiwania. Po niecałych 10 minutach stali przed drzwiami pokoju pilota, nie wiedząc co dalej.
- No Tetsu, ty pierwszy wchodzisz. -Powiedział Aomine nadal niosąc na rękach Kise. 
- Nie sądzę, by był to dobry pomysł. Pilot może go nie zauważyć i zacząć uważać, że ma omamy wzrokowe.
- Mido-chin .. W takim razie co zamierasz zrobić .. ?
To postęp. Murasakibara zapytał pierwszy raz o coś, co nie jest związane ze słodyczami.
- Może wejdziemy wszyscy naraz ? - Zaproponował Taiga.
- Popieram Kagamicchiego.
Glon zastanowił się przez chwilę.
- Tak, to dobry pomysł. A więc, trzy.. dwa.. jeden..
Razem pchnęli drzwi, nawet nie myśląc o pukaniu. W pomieszczeniu było dość ciemno, lecz wyraźnie widzieli odwróconą tyłem do nich postać. Błysnęły czerwone nożyczki, a "pilot" powoli odwrócił się do nich przodem. Delikatne światło padło idealnie na przerażający uśmieszek Akashiego.
- Witajcie, przyjaciele.
==========
No i jest 1 rozdział. 2 spróbuję dodać przed 1. października. Miała być komedia, a wyszło gówno -.- xd Jeśli nie chcecie, nie musicie komentować, ja i tak widzę ile osób wchodzi i to mi wystarcza 💕


niedziela, 6 września 2015

Prolog

Szedł ciemnym korytarzem. Jego kroki odbijały się echem od betonowej podłogi. Po chwili doszedł do końca, stając przed drewnianymi drzwiami. Nie zawahał się. Zapukał i nie czekając na odpowiedź wszedł do środka. Pokój rozświetlała mała lampka, postawiona na biurku. Postać siedząca za meblem, podniosła wzrok na gościa.
- Znowu ty, Sejiurou?
Przybysz uśmiechnął się lekko, słysząc jej ton głosu.
- Mi też niezwykle miło cię widzieć, Riko.
- Czego chcesz? - Zapytała szybko, patrząc na niego znudzonym wzrokiem.
Akashi znów się uśmiechnął.
- Przecież wiesz.
Dziewczyna westchnęła głośno. Ten psychol strasznie ją irytował.
- Wszystko mam pod kontrolą. Jutro będą na miejscu. - Powiedziała.
- Ależ przecież tego nie podważam. Chciałem tylko upewnić się czy ze wszystkim sobie poradziłaś.
Patrzył na nią z góry, tymi okropnymi gałami z przerażającym uśmieszkiem na ustach i czerwonymi nożyczkami w prawej dłoni. Mimowolnie nieprzyjemny dreszcz przebiegł po jej plecach.
- Możesz sprawdzić. Ja jestem pewna, że wszystko pójdzie zgodnie z planem.
- Mam nadzieję. Wiesz jak zależy mi na tym, prawda?
W pokoju nastała nieco krępująca cisza. Nagle trenerka Seirin wybuchła opętańczym śmiechem. Nikłe światło wydobywające się z lampki idealnie oświetlało jej twarz. Do dopełniania klimatu brakowało tylko burzy.
- Yy.. Riko? Dobrze się czujesz? - Zapytał czerwonowłosy patrząc na dziewczynę dziwnym wzrokiem.
- Oczywiście.. wspólniku.
Jeszcze raz spojrzał na nią. Na jej twarzy błakął się uśmiech mordercy. Niestety wszystko zniszczyły trzy małe spineczki, którymi podpięła krótkie włosy. Tym razem to on westchnął, ukrywając twarz w dłoniach.
***********
- Ej, Tygrysku, wstawaj.
Przeciągnął się i powoli otworzył oczy, lecz natychmiast je zamknął. Nie, to nie może być prawda. To napewno sen!
- Tygrysie, już czas.
Tym razem był pewny, że dobrze usłyszał. Ona tu była. Tylko dlaczego ?!
- A-alex? - Zapytał z rezygnacją w głosie.
- Oh, Tygrysie, oczywiście, że to ja ! Miło mi, że się tak cieszysz.
Chłopak wiedział, że prędzej czy później będzie musiał to zrobić. Raz się żyje. Otworzył oczy.
Przed nim oczywiście stała Alex w swoich pięknych, rozczochranych włoskach, zajebistych okularkach, za małych majteczkach i.. bez stanika.
- Mówiłem ci żebyś się ubierała chociaż wtedy gdy jesteś w moim mieszkaniu! - Krzyknął.
- Tak się odwdzięczasz swojej trenerce?!
- Byłej trenerce. Byłej.
- Oh, co za różnica!
Kagami ukrył twarz w dłoniach.
- Zasadnicza. A po za tym dlaczego to mnie zawsze nachodzisz, a nie Himuro?
- Szczerze?
Czerwonowłosy skinął głową.
- Nie wiem gdzie mieszka.
**********
- Aomine-kun ! Aomine- kun !
- Mamo, jeszcze chwila..
- Dai-chan ! To ja ! Momoi-san! 
- Satsu ?! A co ty tu robisz ?!
- Budzę cię gamoniu! Za godzinę masz samolot.
- CO ?!
- To. Ubieraj się szybko, a ja w tym czasie ugotuję ci śniadanko! 
- Wiesz, jakoś nie jestem głodny..
**********
Kise Ryota całkowicie nagi, włączył piosenkę "i'm sexy nad i know it" po czym wlazł pod prysznic. Uwielbiał myć się i jednocześnie tańczyć. Kręcił więc swoim zadem wcierając przy okazji w siebie żel pod prysznic, i podśpiewując sobie pod nosem tekst piosenki. Nagle muzyka ucichła, a drzwi do kabiny otworzyły się z rozmachem. Ryota wrzasnął jak gwałcona zakonnica i zasłonił rękoma krocze. Przed prysznicem stał Kasamatsu.
- Zbieraj się, niedorozwoju, niedługo stąd odlatujesz. Lecisz na wakacje.
- S-Senpai.. - Pisnął Kise. - J-j-ja m-muszę..
Kasamatsu bez słowa odwrócił się i wyszedł rzucając wcześniej różowe bokserki na głowę blondyna. W drzwiach zatrzymał się i dodał :
- Masz 5 minut. Czekam w salonie.
**********
Himuro z trudem pchnął drzwi do pokoju przyjaciela. Całe pomieszczenie było zawalone najróżniejszymi opakowaniami po słodyczach.
- Atsushi? 
Brak odpowiedzi. Pieprzyk wziął się więc przeszukanie całego pokoju. Fioletowego potwora jednak nigdzie nie było. Zrozpaczony chłopak usiadł na łóżku. Nagle usłyszał cichy szloch.
Wytężył słuch. Płacz dobiegał z szafy.
Podszedł do niej i z rozmachem odsunął drzwi. Natychmiast tego pożałował. Masa papierków zleciała na niego powodując zderzenie jego dupy z podłogą. Kiedy już wygrzebał się z pod tej kupy śmieci, spojrzał w głąb szafy. Na jej dnie leżało ogromne pudło, a z niego.. wystawał zwinięty w kłębek Murasakibara. W jego zazwyczaj znudzonych oczach lśniły łzy.
- Atsushi.. co się stało ? - Zapytał grzywek. -  Ktoś zrobił ci krzywdę ?
Olbrzym kiwnął wielką głową. 
- Wiesz kto to był? 
Fioletowy przytaknął.
- Kto ?
- Ch-chy-chyba..
- No kto ?!
- Chy-yba.. j-jaa..
- Ale jak to ty ?!
- B-bo.. dzisiaj rano byłem gło-głodny i.. i p-przysz-szedlem-m.. p-po c-ccukierki d-do tego p-ppudła.. ale pu-udlo było puste-ee.. - Tym razem Murasakibara rozpłakał się na dobre, wywołując drgania podłoża.
- Spokojnie. Nie płacz.
- A-a kupisz m-mi cu-ukierka..?
- Tak. A teraz wyłaź z tej szafy.
- D-dobrze-e..
Gdy tylko fioletowy potwór wygramolił swoje tłuste cielsko z pudła, szafa nie wytrzymała ciężaru. Spadła na ziemię ciągnąc za sobą Atsushiego, który dogniótł biednego pieprzyka do ziemi.
- Muro-chin? G-gdzie jesteś ?
**********
- Takao ? Mógłbyś mi wreszcie zdjąć tą głupią opaskę z oczu ?
- Przecież i tak niczego nie widzisz bez okularów, Shin-chan ! - Zachichotał czarnowłosy. 
-Oh zamknij się już, cwelu. Gdzie jesteśmy ? - Zapytał Marchewka.
- Na lotnisku.
- Nie rób sobie ze mnie żartów i oddaj moje okulary. - Powiedział Midorima zdejmując z oczu opaskę.
- Ale, Shin-chan, ja nie żartuję ! A okularów nie dostaniesz dopóki nie będziesz bezpiecznie siedział w swoim przedziale. - Kazunari złapał przyjaciela za łokieć i stanowczym ruchem pociągnął w stronę niedługo odlatującego samolotu. 
- T-takao! Puść mnie w tej chwili! Zaraz wezwę ochronę! 
- A wzywaj sobie kogo chcesz.. - mruknął chłopak wpychając zielonowłosego do jakiegoś przedziału. - Okularki kładę ci tu. Aha, no racja, przecież ty nic nie widzisz! Nie ważne. Miłych wakacji, kochani! 
I zatrzasnął drzwi.